
Dr Sylwiusz Retowski, psycholog, kieruje Zakładem Psychologii Organizacji i Marketingu w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej (Sopot), specjalizuje się między innymi w badaniu psychologicznych aspektów bezrobocia.
pracorama.pl: O tym, że obecny kryzys światowy jest największy od roku 1929, mówią już pewnie wszyscy. Coraz widoczniejsze staje się również to, że kryzys gospodarczy nie tylko się pogłębia, ale bezpośrednio dotyka przeciętnego "Kowalskiego" - kredyty, długi, kłopoty z pracą... Jakich reakcji na zmieniającą się rzeczywistość możemy się spodziewać?
Sylwiusz Retowski: Można powiedzieć, że fakt pojawienia się sytuacji kryzysu dla wielu ludzi będzie trudny. Szczególnie w przypadku utraty pracy, która może wywołać całe spektrum reakcji, między innymi agresję, poczucie rezygnacji, obwinianie się, dogadzanie czy wreszcie ucieczkę od rzeczywistości. Na bardzo trudną sytuację gospodarczą ludzie mogą bardzo różnie reagować i reakcje te mogą być zadziwiające. Na przykład jedna osoba zareaguje kompletną agresją, druga obwinianiem się, u różnych ludzi takie reakcje mogą być skrajne.
pracorama.pl: Trudno znaleźć dziś w Polsce grupy zawodowe, nad którymi nie wisi groźba odmienianego przez wszystkie przypadki kryzysu i co za tym idzie - bezrobocia. Problem braku pracy lub możliwość jej utraty to temat, na co dzień obecny w życiu wielu osób. Jak psychologowie są w stanie pomóc "kryzysowym" bezrobotnym?
SR: Psychologia a więc i psycholog niejedno ma imię. I tak, psycholog naukowy może badać i rozpowszechniać wyniki badań dotyczących bezrobocia i rynku pracy, i tak też się dzieje. Są psychologowie pełniący funkcje w działach HR i to oni bezpośrednio uczestniczą np. w procesach outplacementu, zwalniania pracowników, często takie procedury przygotowują. Mogą zatem mieć wpływ na to, by procedury były „ludzkie". Jest grupa psychologów pracujących w instytucjach, które wspierają, w różnych instytucjach pomocowych. O ile na co dzień stykają się z różnymi problemami ludzi, dziś powinni przygotować się na prawdopodobną większą liczbę, np. depresji. Jest też czwarty aspekt - psychologowie, jak wszyscy, żyją w społeczeństwie, mają swoich kolegów, znajomych, wśród których może zdarzyć się problem bezrobocia, i których po prostu muszą wspierać.
pracorama.pl: Bezrobocie również bezpośrednio dotyka grup wcześniej mniej zagrożonych - wykwalifikowani specjaliści, menedżerowie, finansiści. Czy można przewidzieć, jak takie grupy poradzą sobie z problemem?
SR: Myślę, że część takich osób może być zszokowana. Na przykład osoby młode, wykształcone, ambitne, jeżeli stawiały sobie cele związane dynamicznym rozwojem, robieniem kariery, „dorabianiem się" i nie przewidywały, że może nastąpić załamanie, mogą przeżyć szok. Z drugiej jednak strony kadra menedżerska, grupy wysoko wykwalifikowane, wykształcone maja szansę na to, by taki szok był krótkotrwały. Są to zazwyczaj osoby dobrze przygotowane do pracy, mają wiedzę, kwalifikacje do pełnienia specjalistycznych funkcji i w długiej perspektywie poradzą sobie. Ludzie umiejący reagować w trudnych sytuacjach, których praca często polega na radzeniu sobie z trudnościami prawdopodobnie i w tym przypadku wypracują swój sposób na wyjście z sytuacji.
pracorama.pl: Czy oprócz oczywistych dziś czynników ekonomicznych, można też mówić o psychologicznych przyczynach bezrobocia? Czy można robić coś żeby zapobiec własnemu bezrobociu?
SR: Nie ulega wątpliwości, że czynniki psychologiczne są. Są pewne cechy, sposoby zachowania się, które powodują, że niektórzy ludzie są bardziej narażeni na utratę pracy. Nie wchodząc w psychologiczny żargon, są to ludzie nieprzejmujący kontroli nad swoim życiem - ludzie, którzy pozwalają się nieść, a nie kierują sami. Nie zawsze da się zapobiec stracie pracy, ale zawsze można jednak coś zrobić. Jest tu kilka ważnych obszarów, którym warto poświecić uwagę: planowanie własnej kariery - ludzie, którzy planują, myślą o swoim rozwoju są mniej zagrożeni utratą pracy. Po drugie, należy próbować zwiększać własną „zatrudnialność" (ang. employability) - nie można nastawiać się, że będziemy mieć ten sam tryb pracy do końca życia, trzeba być elastycznym, umieć się dostosować do zmieniającej sytuacji. I wreszcie ważne jest myślenie o własnej pozycji rynkowej - co mam do zaoferowania na obecnym rynku pracy, czy mogę się jeszcze czegoś nauczyć. Być może należy zrobić jakieś dodatkowe kursy, przejść szkolenia celem zwiększenia swoich kompetencji, nie tylko zdobycia papierka.
pracorama.pl: Co poradzić komuś, jeśli utrata pracy jednak nastąpi?
SR: Może tak przewrotnie zacznę od reakcji, które są negatywne: pasywność, gdy czekamy by coś lub ktoś nam pomógł; zamknięcie się w sobie, gdy przestajemy poszukiwać pomocy w zewnętrznych instytucjach i izolacja społeczna, gdy zamykamy się w domu, ograniczamy kontakty z rodziną, znajomymi, nie poruszamy tematu utraty pracy w gronie bliskich. Te trzy negatywne reakcje mogą prowadzić do depresji i utrudnić wyjście z sytuacji bezrobocia. Co poradzić w takiej sytuacji? Trzeba zastanowić się, jak obecną sytuację można wykorzystać, poszukiwać pracy czynnie i być aktywnym.
pracorama.pl: Dlaczego tak wiele osób nie potrafi poradzić sobie ze znalezieniem pracy?
SR: To jest bardzo ludzkie - człowiek przyzwyczaja się do dobrego. Jeśli przez 5 lat było dobrze - rosły place, malało bezrobocie, rosła koniunktura, to byłoby dziwne, gdyby ludzie myśleli negatywnie i przewidywali najgorsze. Dlatego, kiedy przyszedł kryzys, mają kłopot, bo nie mieli okazji przygotować się na najgorsze warianty, nie zakładali ich wcześniej.
pracorama.pl: Czy są sposoby na zmniejszenie paniki wokół wszechobecnego w mediach kryzysu i poczucia niepewności? Czy może nie jest potrzebne mówienie o stabilizacji, bo ludzie i tak nie maja poczucia bezpieczeństwa?
SR: Moim zdaniem nie ma sposobu na zmniejszenie medialnego szumu wokół kryzysu, dlatego, że 2 grupy osób odgrywają tu dużą rolę: politycy i dziennikarze. Na polityków nie mamy wpływu, możemy jedynie apelować o odpowiedzialność. Na dziennikarzy też nie mamy wpływu i apelować możemy o odpowiedzialność i większą sumienność - by przekazując informacje, rozumieli to, co mówią... To jest trochę tak, jak na morskim statku w czasie silnego sztormu. Gdy ktoś biega, krzyczy, woła o ratunek, nie przynosi to zupełnie efektu, a może przeszkadzać.. Nie można jednak chować też głowy w piasek i udawać, że problemu nie ma. Powinno się więc te reakcje i działania wypośrodkować, a to jest trudne, ponieważ obie te grupy kierują się własnymi interesami.
pracorama.pl: Co poradzić pracodawcom, którzy podejmują trudne decyzje o zwolnieniach -jak mogą to zrobić najmniej boleśnie dla pracowników, "po ludzku"?
SR: Wskazówki wynikające z badań przeprowadzanych głownie w Europie Zachodniej są jednoznaczne. Jeśli pracodawca wie, że będzie musiał zwolnić np. 10, 15% pracowników, powinien podjąć taką decyzję jak najszybciej by skrócić okres niepewności. Im większa niepewność, dłuższy okres wątpliwości, niejasne warunki zwalniania - tym gorsza produktywność pracowników pozostających w firmie i gorsza reakcja tych odchodzących. Im szybciej tego typu decyzje są podejmowane tym lepiej zarówno dla pozostających - większa stabilizacja, jak i dla zwalnianych - dajemy większą możliwość znalezienia alternatywnego zatrudnienia. Gdy już zwalniamy warto dbać o to, by całkowicie nie zrywać więzi, dać poczucie pracownikom, że mogą liczyć na powrót do firmy, gdy koniunktura się polepszy. Dobrym pomysłem jest proponowane przez niektórych polityków zmniejszanie wymiaru pracy - to, gdy zwalniane mają być jednostki. Jeśli jest możliwość np. zmniejszenia liczby godzin, zatrudnianie na mniejszych etatach przy zachowaniu takiej samy liczby etatów, to jest to korzystne. Oczywiście nie zawsze jest taka możliwość, nie zawsze będzie na to zgoda związków zawodowych, ale z psychologicznego punktu widzenia jest to lepsze.
pracorama.pl: Dziękuję za rozmowę!
O IPK | Regulamin | Pomoc | Kontakt | Uwagi dotyczące serwisu
© 2008 - 2012 IPK Sp z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone